Przesłuchany Sebastaian Świderski Drukuj

 

Po raz pierwszy od wielu lat miałeś kilka wolnych tygodni od siatkówki. Jak wakacje z rodziną?

Niestety, nic z tych rzeczy. Wolny czas spędzałem głównie na leczeniu i rehabilitacji. Nigdzie nie wyjeżdżamy, bo muszę zadbać o swoje kolano, a córka do połowy czerwca miała szkołę. Z Maceraty mam 20 kilometrów nad morze, więc trochę pobyczyłem się nad Adriatykiem. Resztę czasu zajmowały mi leczenie i rehabilitacja.

Byłeś w Warszawie na badaniach. Co z twoim kolanem? Czy to jakaś poważna kontuzja?
Ból pojawił się podczas spotkań ćwierćfinałowych z Sisleyem Treviso. Półfinały z Coprą Piacenza zagrałem na silnych środkach przeciwbólowych, ale nawet one nie pomogły, bo w jednym ze spotkań szybko musiałem opuścić boisko. To nowa kontuzja. Do różnych innych urazów zdążyłem już przywyknąć. Zawodowego sportowca po przejściach, jakim jestem, zawsze coś tam boli, strzyka i uwiera. Nauczyłem się już żyć, trenować i grać z bólem. Ale to kolano to nowa dolegliwość, którą będę musiał wyleczyć. Zawiozę wyniki badań do Maceraty, obejrzą je lekarze klubowi i podejmą decyzję co dalej. Mam nadzieję, że skończy się tylko na czyszczeniu kolana i krótkiej rehabilitacji.


Jesteś siatkarzem po przejściach, z dwunastoletnim stażem w reprezentacji. Zawsze, nawet nie w pełni zdrowy, byłeś do dyspozycji trenerów kadry. Może czas powiedzieć reprezentacji pas, tak jak zrobili Paweł Papke i Dawid Murek, twoi koledzy ze złotego rocznika 1977? Masz już 32 lata i mocno wyeksploatowany organizm. Chcesz się któregoś dnia rozsypać na boisku?
Tak źle chyba nie będzie (śmiech). Miałem to szczęście, że w dobrym momencie wyjechałem do ligi włoskiej i trafiłem w ręce mądrych ludzi, którzy zadbali o moje zdrowie i odpowiednio mnie prowadzili. Właściwe treningi i odpowiednia rehabilitacja postawiły mnie na nogi. Między innymi dlatego dzisiaj mogę pozytywnie odpowiedzieć na powołanie od trenera Castellaniego.

Zapytam trochę prowokacyjnie, jak to w przesłuchaniu: po co ci teraz reprezentacja? Swoje w niej „odsłużyłeś”, zostawiłeś kawał serca i zdrowia na boisku, chyba nikt nie miałby wielkich pretensji, gdybyś po igrzyskach powiedział dziękuję.

Mógłbym tak zrobić, ale nie chcę. Dlaczego? Może dlatego, że mam do spłacenia pewien dług. Dzięki reprezentacji Polski wypłynąłem na szerokie wody, stałem się znany i zarobiłem parę groszy. Jeszcze czuję się na siłach łączyć obowiązki reprezentanta Polski i zawodnika klubowego. Tym bardziej, że selekcjoner podjął mądrą decyzję o tym, by dać kilku z nas czas na dojście do pełnej dyspozycji i odpoczynek. Jeśli mogę pomóc, to pomogę, nawet jako zawodnik rezerwowy. Korona z głowy mi nie spadnie, jeśli nie wyjdę w podstawowym składzie. Poza tym, dla mnie występowanie w biało-czerwonych barwach to wielki zaszczyt i honor. Może zabrzmiało to górnolotnie, ale taka jest prawda.

Trudno nie wierzyć w te słowa, pamiętając ostatni sezon. Na ostatnich nogach zagrałeś pożegnalne mecze przeciwko Belgii. Kilku innych zawodników, narzekających na różne urazy odpuściło, ty grałeś do końca. Zgadzasz się z surową oceną Raula Lozano, który przed wylotem z Polski zarzucił twoim kolegom bumelkę?
Każdy jest kowalem własnego losu, każdy może oceniać innych wedle swego uznania. Jeśli ktoś nie czuł się na siłach grać wtedy w drużynie narodowej, to miał prawo powiedzieć pas. Ja zrobiłem inaczej, choć też miałem problemy zdrowotne. Kilka lat temu powiedziałem, że w reprezentacji są zawodnicy, którzy zaciskają zęby i grają z bólem, ale są i tacy, którzy szybko odpuszczają. Zrobił się wtedy wielki szum i teraz nie ma sensu wracać do sprawy, która już przyschła. Ale może to jest odpowiedź na pytanie, które zadałeś wcześniej: nie zrezygnowałem z gry w reprezentacji, bo wolę zacisnąć zęby i walczyć, niż się poddać.

Powiedziałeś, że w dobrym momencie wyjechałeś z Polski. Czy mam rozumieć, że dalsza gra w naszej lidze groziła poważniejszymi konsekwencjami zdrowotnymi?

Nie wiem, na jakich trenerów i na jaki sztab medyczny bym trafił, bo to nie jest tak, że we wszystkich klubach było źle. Jeżeli chory zawodnik uczestniczy w zajęciach na sto procent, to kiedyś odbije się to na jego zdrowiu. Jeśli siatkarz jest prowadzony mądrze, wykonuje specjalistyczne ćwiczenia, ma szansę pograć w dobrej kondycji przez wiele lat. Wolałbym się nie zastanawiać co by było, gdybym został w Polsce, ale nie wykluczam takiego scenariusza, że dzisiaj byłbym bliski sportowej emerytury.

Polska liga pod względem profesjonalnego, kompleksowego prowadzenia zawodników nadal jest daleko w tyle? Od czasu gdy wyjechałeś do Włoch w 2003 roku, chyba wiele się zmieniło?

Rzeczywiście sporo się zmieniło na plus. Dużą dawkę nowych wiadomości przywiózł do Polski Raul Lozano. Chodzi między innymi o prewencję i ćwiczenia wzmacniające z gumami i różnymi innymi przyrządami. Wcześniej o tym się w Polsce w ogóle nie mówiło. Teraz w wielu klubach jest to na porządku dziennym.

Skoro tak, to Sebastian Świderski spokojnie może chyba wrócić do PlusLigi? Rozważasz taką opcję już w tym sezonie?
Jest to mało prawdopodobne, bo mam z Lube Banca ważny kontrakt na kolejny sezon. Jest w nim wprawdzie opcja pozwalająca mi na odejście do któregoś z polskich klubów, ale chyba z niej nie skorzystam. Decydująca będzie decyzja, którą podejmą sternicy mojego klubu. Jeśli zostanie obecny sztab szkoleniowy, a takie są obietnice, to i ja nadal będę grał w Lube Banca. Jeśli Fefe de Giorgi i jego współpracownicy odejdą, to będę musiał poważnie zastanowić się nad swoją przyszłością. Z tym trenerem i tym sztabem współpracuje mi się bardzo dobrze.

Na razie w Lube Banca pojawił się Brazylijczyk Murillo Endres. To sygnał, że walka o miejsce w podstawowym składzie na twojej pozycji mocno się zaostrzy.

To prawda. Już ten sezon pokazał, że szansę gry mają wszyscy. Mój zmiennik Jan Willem Snippe często pojawiał się na parkiecie i wnosił wiele dobrego do gry. Z Murillo rywalizacja będzie jeszcze trudniejsza, ale może wyjść na dobre zespołowi. Ja nie obawiam się tej rywalizacji.

Pochwal się jakie kluby składały ci propozycje. Kiedyś mówiłeś o powrocie do Stilonu Gorzów lub Mostostalu Kędzierzyn. Stilon dołuje, czy to oznacza, że kiedyś możesz wylądować w Kędzierzynie?

Wolę o tym nie mówić, bo kluby, które wchodzą w grę nie życzą sobie tego.

Kluby, czyli – jak rozumiem – masz kilka propozycji z PlusLigi?
Nic więcej na ten temat nie powiem.

A co powiesz o propozycji obcięcia kontraktów, którą zapowiedziały władze ligi włoskiej? Czy to nie skończy się masową ucieczką zawodników z Italii?
Kontrakty już zostały obcięte o 15 procent. Dzień przed wyjazdem z Maceraty wręczono mi pismo, z którego wynika, że moja umowa na kolejny sezon ma być niższa niż ta zapisana w papierach. W zamian za to, wypłacenie kontraktów ma być zagwarantowane przez władze ligi. Dotyczy to umów już podpisanych przez siatkarzy we wszystkich klubach Serie A.

Co na to siatkarze?
Związek zawodowy siatkarzy, którego jestem członkiem już rozpoczął działania mające na celu zmianę tej decyzji. Jest prawdopodobne, że kontrakty trafią do sądu i zobaczymy jak to się skończy. W każdym razie szykuje się wielka wojna.

To nas czeka, wróćmy na chwilę do tego co było. Zdobyłeś w tym sezonie z Lube Banca Superpuchar i Puchar Włoch, wygraliście rundę zasadniczą rozgrywek. Potem były już porażki w półfinałach: Ligi Mistrzów z Itasem i Serie A z Coprą. Czemu się nie udało zdobyć najważniejszych trofeów?
Przede wszystkim, zabrakło nam zdrowia. Sezon był morderczy i nie wytrzymaliśmy go fizycznie. Widać to było także po Trento, które w finale nie grało już tak dobrze jak w całych rozgrywkach. Odwrotnie Piacenza, która w trakcie rozgrywek miała kłopoty zdrowotne, przegrywała sporo spotkań i odpadła z Ligi Mistrzów po meczach z AZS Częstochowa. Ale na finały uzyskała optymalną formę. My gaśliśmy w oczach, przede wszystkim zdrowotnie.

Kilka tygodni temu zanosiło się na to, że twój klubowy trener Ferdinando de Giorgi przejmie reprezentację Polski. O jego kandydaturze głośno się mówiło, a potem nagle temat się urwał. Wiesz może dlaczego ta kandydatura przepadła jak kamień w wodę?

Fefe nie mógł się zgłosić do polskiego konkursu, bo ma ważny kontrakt z Lube Banca. Gdyby szefowie klubu o tym się dowiedzieli, byliby wściekli. Potraktowaliby to niemal jak zdradę.

Prezes PZPS Mirosław Przedpełski mówił wtedy, że są kandydaci, którzy oficjalnie nie mogą się zgłosić, ale są brani pod uwagę przez komisję. Można się było domyślić, że chodziło o De Giorgiego.

Nie mam bladego pojęcia jak było. Fefe rozmawiał ze mną na temat konkursu, ale nie wiem czemu rozmowy z PZPS, jeśli w ogóle były, nie zostały sfinalizowane. To pytanie nie do mnie, ale do szefów PZPS.

Żałujesz, że Fefe nie został selekcjonerem reprezentacji Polski?
De Giorgi to trener, którego bardzo szanuję. Trafiłem na niego w Perugii, w moim pierwszym sezonie w Serie A, i bardzo mi pomógł. Jestem bardzo zadowolony z czteroletniej współpracy z tym szkoleniowicem. Ale czy byłby dobrym trenerem reprezentacji? Tego nie wiem. Czym innym jest praca w klubie, czym innym prowadzenie zespołu narodowego.

Castellani odmłodził skład na Ligę Światową, będzie próbował nowych zawodników, ale czy na pozycji przyjmującego widzisz jakiekolwiek realne zagrożenie dla ciebie?
Jest kilku młodych, obiecujących chłopaków. Muszą już teraz dostawać szansę.

W grupie mistrzostw Europy i eliminacjach do mistrzostw świata zmierzymy się z Niemcami, których poprowadzi Raul Lozano. Głupio byłoby przegrać.
Rzeczywiście, byłaby to podwójnie dyskomfortowa sytuacja. Będzie nam trudno, bo Lozano doskonale nas zna. Pozostaje tylko wierzyć, że Castellani przygotuje jakąś niespodziankę. Co do Niemców, to uważam, że Raul ma szansę zrobić z tej drużyny naprawdę mocną paczkę. Tam grają świetni siatkarze, choćby Schops czy Hubner, którzy dotąd nie potrafili stworzyć bardzo dobrego zespołu. Raul lubi takie wyzwania. Pokazał to w Polsce.

Twoim zdaniem dobrze się stało, że Lozano odszedł?
Raul obejmując posadę mówił, że przychodzi do nas na cztery lata. Sam zdawał sobie sprawę, że z roku na rok trudniej egzekwować od zawodników stuprocentowe zaangażowanie, trudno o nowe impulsy. Zamknął pewien etap i odszedł. Czy dobrze się stało, że pożegnaliśmy go po Pekinie? Dzisiaj tego nie wiem. Poczekajmy na wyniki nowego sezonu, na to co osiągniemy z Danielem Castellanim. Za kilka miesięcy wszyscy będziemy mądrzejsi.


SUPER VOLLEY Przesłuchiwał: KAMIL DRĄG

 

najczęściej oglądane

najwyżej ocenione

galeria Super Volleya

Nasza galeria w nowej odsłonie